Dziś pozwolę sobie odnieść się do komentarza, który został umieszczony pod moim wpisem o końcu pomnika i końcu hańby. Tekst ten napisałem tuż po przegłosowaniu przez miejskich rajców uchwały o przeniesieniu pomnika wdzięczności dla Armii Radzieckiej z centrum miasta na cmentarz wojskowy.
Są filmy, które każdy powinien potraktować jak lekturę obowiązkową, pożyteczną i wiele uczącą o historii Polski. Wczoraj, jak prawie każdy z Salonu24, zasiadłem przed TV, by obejrzeć film Grzegorza Brauna "Towarzysz Generał". Skończywszy go oglądać, czułem się zupełnie inaczej niż wódka James Bonda, bo byłem jednocześnie i wstrząśnięty i zmieszany.
Nigdy nie jest za późno na naukę i chwała temu, kto przyzna się przed całym światem, że dotąd był w całkowitym błędzie. Dlatego z tym większą estymą przyjąłem stwierdzenie posła Bartosza Arłukowicza z Lewicy, który wprost przyznaje, że jego dotychczasowe wyobrażenia dotyczące Jarosława Kaczyńskiego były błędne i wyssane z palca.
Dziś ujawniono informację o zdarzeniu z roku 2009, kiedy to polskie wojsko było szpiegowane przez rosyjski samolot w Wicku Morskim koło Ustki. Jak tylko radary go wyłapały, to rosyjski pilot czym prędzej się zmył. A może po prostu zmył się, bo był w szoku?. Może się nie spodziewał, że wojsko polskie używa jeszcze tego sprzętu, który zakupił od nich Jaruzelski a który Rosja już z 15 lat temu wycofała z użycia.
To, że polska klasa polityczna nie jest najwyższych lotów, to wiemy od dawna. Ale nawet w tej degrengoladzie da się stworzyć podział na tych, którzy jeszcze jakoś starają się przynajmniej stwarzać pozory spełniania pewnych wymogów, oraz tych, którzy do polskiej polityki bez ogródek wnoszą tylko podwórkową gówniażerię.
Wczoraj, w tekście “Drzewko prawdy”, odniosłem się do wywiadu, jakiego udzielił Mirosław Drzewiecki, podczas swojego pobytu na Florydzie. Wyszło jednak na jaw, że odniosłem się do czegoś, czego de facto nie było. A raczej było tylko trochę, bo cała reszta została tak w ogóle zmanipulowana, zdaniem Drzewieckiego przynajmniej.
Wciąż głośno na temat wywiadu, jakiego Mirosław Drzewiecki udzielił w czasie swojego pobytu na Florydzie. Powiedział tam wiele gorzkich słów, rzucił parę oskarżeń, co spowodowało lawinę krytyki, stoczoną brutalnie na głowę Drzewieckiego, tak jakby na brutalną prawdę, zawsze trzeba było odpowiedzieć równie brutalnie.
To już zaczyna być trochę nudne. Jedni zabierają, drudzy zwracają. Potem znów ci sami zabierają, ci sami zwracają. Potem przychodzą po nich inni, też zabierają, po tych co zwracali też przychodzą inni i też zwracają. Wszystko się zmienia, poza tym tylko, że postkomuna wciąż ma się dobrze.
Żyjemy w takich czasach, w których splendor, sława i zaszczyty należą się głównie bogatym oraz tym, którzy potrafią się dobrze “zakręcić”. To zakręcenie daje im tzw. plecy, wtedy można załatwić sobie już prawie wszystko, zwłaszcza w Polsce. W całym tym targowisku próżności wydaje się, jakby miejsca brakowało dla zwykłych ludzi, którzy nie mają pleców ani łokci, by się nimi rozpychać. Nie mają, bo mieć nie chcą.
Zbrodnie wojenne to jedno z najcięższych przewinień wobec ludzkości. Naprawdę trzeba być bez sumienia i sporo ludzi pozbawić życia, by pod paragraf zbrodni wojennych podpaść i z niego odpowiadać przed obliczem sprawiedliwości. Ale bywają też pewne wyjątki, a doskonałym tego przykładem niech będzie Jerzy Szmajdziński.