Prawodawstwo unijne już nie raz zaskakiwało i wszystko wskazuje na to, że nadal stara się to robić. Przy okazji udowadnia niedowiarkom, że szara legislacyjna rzeczywistość bywa też okrutnie śmieszna. Tylko że jakoś Nam nie do śmiechu. Ale po kolei.
Zauważam naprawdę wielkie plusy ciszy wyborczej. Odkąd nie można agitować, to czuję się jakbym po długim pobycie w centrum ruchliwego miasta, przeniósł się nagle na sielską wieś, gdzie natura góruje nad cywilizacją.
Jakiś czas temu pomysłodawcy kampanii reklamowej telefonii komórkowej 36.6, wprowadzili na rynek reklamowy superbohatera w postaci TurboDymoMana. Zawstydzał on wszystkich, bo wszystko robił dwa razy więcej, dwa razy szybciej lub po prostu miał o 50% więcej niż inni. Całkiem niedawno w miejsce wyrazistego superbohatera wprowadzono następnego, Super eSa. Moim zdaniem zmiana bardzo nieudana.
Nie wiem jak Państwo, ale ja czuję się już ogromnie zmęczony ciągłymi sondażami prezydenckimi, tworzonymi w różnych konfiguracjach personalnych i dającymi różne wyniki. Dlatego postanowiłem stworzyć satyrę osadzoną w „political fiction” o wyścigu polskich polityków po prezydenturę.