Żyjemy w takich czasach, w których splendor, sława i zaszczyty należą się głównie bogatym oraz tym, którzy potrafią się dobrze „zakręcić”. To zakręcenie daje im tzw. plecy, wtedy można załatwić sobie już prawie wszystko, zwłaszcza w Polsce. W całym tym targowisku próżności wydaje się, jakby miejsca brakowało dla zwykłych ludzi, którzy nie mają pleców ani łokci, by się nimi rozpychać. Nie mają, bo mieć nie chcą.
Zbrodnie wojenne to jedno z najcięższych przewinień wobec ludzkości. Naprawdę trzeba być bez sumienia i sporo ludzi pozbawić życia, by pod paragraf zbrodni wojennych podpaść i z niego odpowiadać przed obliczem sprawiedliwości. Ale bywają też pewne wyjątki, a doskonałym tego przykładem niech będzie Jerzy Szmajdziński.
Fascynacja światem Marka Hłaski przyszła do mnie stosunkowo niedawno, ledwie parę miesięcy temu. Jego twórczość obijała mi się o uszy wprawdzie wcześniej, gdzieś tam w czasach edukacyjnych, jednak nigdy na tyle skutecznie, by jego przekaz mógłby „przeżreć” i do mnie dotrzeć.
Dziś pozwolę sobie odnieść się do komentarza, który został umieszczony pod moim wpisem o końcu pomnika i końcu hańby. Tekst ten napisałem tuż po przegłosowaniu przez miejskich rajców uchwały o przeniesieniu pomnika wdzięczności dla Armii Radzieckiej z centrum miasta na cmentarz wojskowy.