Wczoraj w Warszawie rozdawane były ulotki, zatytułowane „Polityczne i medialne karły udające autorytety”, opatrzone wieloma zdjęciami, m. in. Donalda Tuska, Janusza Palikota i Stefana Niesiołowskiego. Nie brakuje tam też innych polityków oraz dziennikarzy, czyli tzw. „autorytetów”, abstrahując już od różnych znaczeń tego określenia.
Zauważyłem, że ostatnio Janek Pospieszalski jest drugim, po Jarosławie Kaczyńskim, ulubieńcem przeciwników wszystkiego, co choć trochę związane z PiS-em, a nie od dziś wiadomo, że kto na PiS nie pluje, ten z PiS-em.
Kampania wyborcza trwa już na dobre. Towarzyszy jej jednocześnie parę paradoksów. Jeden z nich dotyczy osób z pierwszych stron gazet, które w każdej wypowiedzi artykułują obawę, iż w kampanii Prawa i Sprawiedliwości będzie wykorzystana tragedia smoleńska. Ostatnio takie obawy z uporem maniaka wyraża Grzegorz Napieralski, że aż Tomasz Lis zacmokał z zachwytu nad kunsztem tejże refleksji.
Polskie społeczeństwo cały czas czeka na kolejne fakty, które dałyby nieco więcej jasności w sprawie tragedii do jakiej doszło pod Smoleńskiem. Czy to był wypadek, czy zamach? Jeśli wypadek, to co zawiniło, ewentualnie kto zawinił. Jeśli zamach, to kto go dokonał.