Ostatnio zauważyłem, że nastawienie do związkowców zaczęło przypominać sinusoidę. Kiedyś, gdy od Bałtyku aż po same Tatry panował nam miłosiernie komunizm/socjalizm/socrealizm (niepotrzebne skreślić), związkowcy padali ofiarą czarnego PiaRu. A to że wichrzyciele, że nieroby i chuligani, że nie pracują, niszczą i manifestują, że państwo traci krocie na przestojach zakładów – po prostu suchej nitki nie zostawiano na związkowcach.