2 marca 2011
Dopaść Dubienieckiego, czyli dopaść Kaczyńskiego
Kim jest Marcin Dubieniecki? Podstawowa wiedza podpowiada mi, że jest prawnikiem, jest mężem Marty Kaczyńskiej i jej pełnomocnikiem, kojarzymy go też jako zięcia nieżyjącego już śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Można powiedzieć, że na pewno jest postacią rozpoznawalną, ale czy istotną dla państwa?
To pytanie wydaje mi się obecnie bardzo zasadne, bowiem od jakiegoś już czasu zainteresowanie mediów jego osobą jest tak wielkie, że zaczynam się zastanawiać, czy nie jest to czasem postać horrendalnie ważna ze strategicznego punktu widzenia dla normalnego funkcjonowania Polski.
Parę mediów prasowych, radiowych i telewizyjnych na siłę stara się wtłoczyć mi do głowy całą wiedzę o Marcinie Dubienieckim, zupełnie jakby mnie to interesowało. Mam do niego stosunek naprawdę obojętny, choć jego żonę cenię i szanuję. Ale Marta Kaczyńska to nie Marcin Dubieniecki, nie muszą mnie interesować w tej samej mierze i skali.
A stopień zainteresowania Marcinem Dubienieckim jest tak wielki, że niedługo będziemy wiedzieć, za przeproszeniem, czy do ubikacji chodzi 3 razy dziennie czy 5. Zresztą, to już nawet nie chodzi o to by wiedzieć o nim wszystko, lecz o to, by to czego się dowiemy, było skandaliczne, nie do przyjęcia i po prostu karygodne. Czyli nieważne ile razy chodzi do ubikacji, ważne czy na pewno chodzi do męskiej.
Dlatego ciągle napotykamy nagłówki, z których dowiadujemy się, że a to wspólnik Dubienieckiego to jakiś facet z wyrokiem, czy po wyroku, że ciągle w jego towarzystwie jacyś szemrani ludzie się obracają i na dodatek zarejestrował na siebie firmę, która należy de facto do jakiegoś gangstera. Po prostu jedna wielka opowieść pt: „Marcin Dubieniecki – jakaż to mroczna postać”.
Nie odmawiam prawdziwości tym rewelacjom, ale szczerze mówiąc, mało mnie one obchodzą. To dlatego, że nie interesuje mnie postać Dubienieckiego i wszystko to, co z nim związane, póki nie pełni on jakiejkolwiek ważnej funkcji w państwie. Jeśli zacznie, to zażądam pełnej transparentności w przypadku osoby Dubieniekiego. Póki co, jest dla mnie postacią prywatną, jakich miliony w tym kraju.
To że jest mężem Marty Kaczyńskiej to dla mnie wciąż za mało, by wynosić go na piedestały i na nim skupiać wytężoną uwagę mediów. Naprawdę w Polsce są setki spraw, które bardziej od Dubienieckiego wymagają zainteresowania, nagłośnienia i wyprostowania. No chyba, że jedynym powodem takiego stanu rzeczy jest to, że Dubieniecki to mąż Marty Kaczyńskiej, a Marta Kaczyńska jest bratanicą Jarosława Kaczyńskiego.
To zmienia postać rzeczy. To w takim razie Drogie Media nie stwarzajcie pozorów, że chcecie dopaść Dubienieckiego, tylko wprost przyznajcie, że za jego pomocą chcecie dopaść Kaczyńskiego.
Piotr Cybulski
Komentarze (4)



Myli się Waćpan. Marcin Dubieniecki jest pełnomocnikiem Marty Kaczyńskiej i tym samym jest osobą publiczną na tej samej zasadzie co np. mecenas Rogalski.
A że Pana nie interesuje ta osoba? Cóż mnie nie interesuje globalne ocieplenie, a nie przyszłoby mi do głowy pisać na blogu wpis sugerujący konieczność artykułów na ten temat.
Pozdrawiam serdecznie
Media
Te które manipulują nie są warte tego,aby je czytać,oglądać,słuchać.One z polskością nie mają nic wspólnego,a wręcz Polsce szkodzą.Są inne warte zainteresowania.Np.Nasz Dziennik,Radio Maryja,Niedziela,internetowe strony warte zainteresowania itp.Na inne szkoda czasu i pieniędzy.Mnie również nie interesuje osoba Pana Dubienieckiego jak również większość innych będących w zainteresowaniu łżemediów.
Dopiero dziś dotarłam do Pańskiego bloga. Lepiej późno, niż wcale. Czytam, czytam i czytam wpis za wpisem i aż ciężko przestać, tak dobrze się czyta
Po długim czasie prania mózgu taka lektura służy wręcz zdrowiu. Pozdrawiam
… :
Proroczy wątek z wystąpienia rabina Reichhorna, wygłoszonego w 1859 roku na cmentarzu w Pradze przy grobie rabina Symeona-ben-Juhudy:
„… Jeżeli złoto jest pierwszą potęgą tego świata, to niezawodnie drugą jest prasa, lecz cóż ona może znaczyć bez współudziału pierwszej? Wszystkie zatem wyżej przytoczone zasady, rady i myśli wówczas dopiero się zrealizują, gdy prasa będzie nam podwładną. Nasi więc powinni i muszą objąć kierownictwo prasy codziennej w każdym kraju. Jesteśmy chytrzy, zręczni i władamy groszem, potrzeba zatem za pomocą wielkich dzienników politycznych kształcić i kierować opinię publiczną, według naszych wyłącznie interesów; krytykować dzieła i scenę i uzyskać wpływ na publiczność, czyli na proletariat.
Takimi drogami postępując krok za krokiem, odeprzemy chrześcijan od wszelkiego wpływu i podyktujemy światu to wszystko, w co ma wierzyć, co szanować, czym pogardzać i co przeklinać. Powtórzymy żałobny płacz Izraela i skargę na ucisk, który tak długo nas dławił… Wtedy pojedynczo występować będą nasi nieprzyjaciele, atakując dążności nasze; lecz masy głupie i ciemne będą po naszej stronie.
My zaś, dzierżąc prasę w naszych dłoniach, będziemy mogli zmienić prawość w nieprawość; bezcześć podnieść do prawdziwej czci, będziemy mogli wstrząsnąć nietykalną dotąd instytucją rodziny i rozbić jej członków na oddzielne cząstki… Będziemy mogli wykorzenić to wszystko, w co dotychczas wrogowie nasi wierzyli… Będziemy mogli zrujnować kredyt, podburzyć drażniące namiętności, wydać wszystkiemu i wszystkim wojnę otwartą, narzucić sławę lub pogrążyć w otchłań bezcześci kogo i co tylko chcemy!…”