20 grudnia 2009
Amerykańskie sny Aleksandra i czarne krowy Donalda
Wczoraj w polskiej polityce, przesiąkniętej stęchlizną do granic możliwości, zapachniało świeżym powiewem amerykańskiej mentalności. Choć szczerze mówiąc, bardziej powinienem tutaj użyć słowa „marketing”, a w jednym z przypadków nawet pojęcia „retoryka”. Ważne jednak, że było nowocześnie i patetycznie czyli po amerykańsku.
Oto przykład pierwszy: wczoraj na kongresie Sojuszu Lewicy Demokratycznej pojawia się jej wielki guru i mentor Aleksander Kwaśniewski. I nagle, tam gdzie jeszcze przed chwilą stał Aleksander „Olek Alek” Kwaśniewski, pojawia się Martin Luter King i zaczyna mówić: I have a dream… miałem sen. I nagle Luter King znika i znów widzimy Kwaśniewskiego, który mówi: miałem sen, że Jerzy Szmajdziński wygrywa.
Cóż, znam ja nieco upodobania Kwaśniewskiego i zamiłowania, wiem ja dobrze od czego nie zwykł stronić i w czym lubi się topić. I powiem szczerze, że nie takie rzeczy się ponoć po tym widzi. Jedni widzą białe myszki szukające sera, inni widzą białego Szmajdzińskiego wygrywającego wybory prezydenckie. Cóż, ja z ambrozją bogów zawsze na bakier stałem, zatem ani myszek nie widuję, tym bardziej nie mogę jakoś zobaczyć wygrywającego Szmajdzińskiego.
Ale wczorajszy, prawie kaznodziejski, występ Kwaśniewskiego i tak niknie i blednie na tle tego, co zrobił wczoraj Premier, a co jednak trzeba opowiedzieć od początku. Chodzi o 14-letniego gimnazjalistę Bartłomieja z Gdyni, który zamarzył sobie (i have a dream?), że przeprowadzi wywiad z polskim Premierem. Napisał w tym celu list do kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Wiecie co? Ja przeczytałem ten list.
Albo ten gimnazjalista jest geniuszem i naprawdę ponadprzeciętnie inteligentnym nastolatkiem, albo ten list został raczej napisany do tego gimnazjalisty przez co najmniej 5 innych gimnazjalistów, z tym że z departamentu PR Premiera. No dobra, załóżmy jednak, że to jednak gimnazjalista napisał list, Premier się wzruszył i wyraził zgodę na wywiad. Ani chybi pomysł skopiowany z Baracka Obamy, który również w ramach pieszczenia swojej popularności, sięgnął po zagranie z wywiadem, którego udzielił 11-letniemu Damonowi Weaverowi, okrzykniętemu najmłodszym reporterem świata.
Wywiad ewidentnie zrobiony pod publiczkę, nagłośniony wzorowo przez TVN24. Nie było żadnych wielkich pytań, zbyt dociekliwych ani niewygodnych, miało być miło, lekko, przyjemnie i wygodnie – do takich zadań młodzi reporterzy przecież nadają się idealnie. Premier miał być po prostu pokazany znów jako „swój chłop”, facet który się stara ale zawsze ktoś mu przeszkadza, wetuje i nie popiera jego pomysłów, który jest mężem stanu ale z ludzkimi wadami. Takimi jak to dziwne „r”, przez które młody Donald był prześladowany w szkole, bo wciąż kazano mu mówić wierszyk „Czarna krowa w kropki bordo gryzła trawę kręcąc mordą?. I kto powiedział, że z Premiera nie można się śmiać? Przecież to swój chłop, w dodatku z wadami.
Przez chwilę się zastanowiłem, co by było gdyby jednak 14-letni Bartłomiej był bardziej dociekliwy i nagle ni z gruszki, ni z pietruszki, zaczął drążyć temat budżetu. Tak panie Premierze, niby wynosi on tyle, ale przecież to zaksięgowano tu, to tam, więc przecież gdyby do tej sumy doliczyć to i tamto, to wychodzi prawie 100 mld złotych? Nie no, może zbyt poważne pytania jak na 14-latka, ale ten 14-latek pisze całkiem dobre listy, więc czemu by takich pytań miał nie zadawać?
Tak gwoli podsumowania przypomniał mi się pewien dowcip, który postanowiłem dopasować do omawianych powyżej postaci. W jednej ze szkół gości premier Donald Tusk, dzieci miały mu zadawać pytania. Pierwszy zgłasza się Bartek, który pyta: Panie premierze, mam dwa pytania, ile naprawdę wynosi deficyt budżetowy na rok 2010 i dlaczego prawie aż 100 mld złotych? Następuje zamieszanie i konsternacja, zostaje ogłoszona krótka przerwa, po czym zostaje wznowione zadawanie pytań. Zgłasza się Jasiu i pyta: Mam trzy pytania: ile naprawdę wynosi deficyt budżetowy, dlaczego to jest aż prawie 100 mld złotych oraz chciałem się zapytać, gdzie jest Bartek?
Piotr Cybulski
Komentarze (1)


Świetny artykuł, świetna puenta.
Bardzo lubię czytać Pańskie felietony i coraz częściej zaglądam na tą stronę.
PS. Szczerze życzę powodzenia w konkursie na blog roku 2009.
Pozdrawiam
WTQ